O   powszechności i aprioryczności sądów wydawanych na podsta­wie zmysłu wspólnego — powiada Kant — świadczy także ich ko­nieczność. Albowiem to, co piękne, musi sprawiać zadowolenie. Ko­nieczność ta jest czysto subiektywna, ale znajduje ona swe potwier­dzenie w fakcie istnienia pewnego rodzaju wrażliwości wspólnej wszystkim ludziom. Wyrazem tych doznań są sądy smaku niezależ­ne od czasu i miejsca. I jeśli nawet trafiają się tacy, którzy formu­łują sądy odmienne od powszechnie głoszonych, znaczy to — że nie kierują się oni czystą władzą sądzenia, tzn. samym zmysłem wspól­nym ‚, tylko czymś innym.Johann Gottlieb Fichte (1762—1814), w którego filozofii od­naleźć można zarówno wątki oświeceniowe, jak i romantyczne, w młodości był wielkim zwolennikiem Kanta. Z biegiem czasu za­czął jednak głosić bardziej samodzielne poglądy i w rezultacie opra­cował system filozoficzny zawierający oryginalną „teorię wiedzy” (Wissenschaftslehre), a także nie mniej oryginalną filozofię prawa i etykę.

Nasze­mu stanowi umysłu w chwili kontemplacji piękna towarzyszy więc świadomość celowości, chociaż stan ten nie jest wywołany świado­mością celu. Jest związany z pragnieniem, lecz nie został stworzony przez nasze chcenie; w powstaniu tego stanu pragnienie i cel nie odegrały żadnej roli. To paradoksalne poczucie spełnienia celu tam, gdzie żaden cel nie został spełniony, stanowi powszechny element piękna i możliwe jest jedynie — konkluduje Kant — przy założeniu istnienia zmysłu wspólnego (zob. Kryt. wł. sądz., ss. 119—124). Jak już było powiedziane, poczucie piękna ma, zdaniem Kanta, charakter aprioryczny, a więc nie wynika z doświadczenia. Jest ono także bezinteresowne i obce sprawom praktycznym. Jeśli na ocenę dzieła sztuki zaczynają mieć wpływ przesądy moralne, potrzeby praktyczne lub racje intelektualne, wtedy sąd dotyczący tego dzieła przestaje być sądem czysto estetycznym, gdyż mieszają się z nim elementy dlań nieistotne.

Różnića polega natomiast na tym, że intelekt i rozum tworzą wspól­ny świat przypisując obiektywność zjawiskom, natomiast smak, ro­zumiany jako część władzy sądzenia, stwarza świat wartości este­tycznych, przypisując każdemu podmiotowi wspólne wszystkim su­biektywne odczucie, jakiego doznajemy wobec tych zjawisk. Tak więc gdy oglądam piękny obraz czy posąg — powiedziałby Kant — oczekuję, że inni ludzie podzielą to moje odczucie, będą zgadzali się ze mną, że ten przedmiot jest piękny. Ten fakt powszechnego udzie­lania się uczucia estetycznego zmusza nas do założenia istnienia zmysłu wspólnego. Wyróżniając estetyczną władzę sądzenia, wiązał ją Kant z „celo­wością formalną”, zawierającą się w tym, co piękne. Jest to zarazem celowość, której nie towarzyszy zadowolenie osiągnięcia celu: piękny przedmiot dostarcza nam zadowolenia, jest jednak spełnieniem prag­nienia, którego nie poprzedzało żadne wyraźne oczekiwanie.

Dlatego też Kant nazywa je sądami estetycznymi. Chociaż są one subiektywnymi sądami jednostek, to jednak „preten­dują” do powszechności. Innymi słowy: każdy podmiot wydający dany sąd przypisuje innym podmiotom to samo upodobanie. To po­wszechne wszystkim poczucie piękna nazwał Kant zmysłem wspól­nym. Przejawianie się tego „powszechnego” zmysłu traktował on jako empiryczny wyraz zasady, „która na podstawie tylko uczucia,, a nie pojęć, choć w sposób powszechnie ważny”, określa, „co się po­doba lub nie podoba” (s. 120).Zasada ta, zakładająca wspólną wszystkim ludziom wrażliwość estetyczną, należy do apriorycznej struktury umysłu, tak jak kate­gorie intelektu czy idee regulatywne rozumu. Sądy na niej oparte mają tę samą ważność co sądy wydawane przez władze poznawcze.

W ten sposób rozum wykazuje w drodze apriorycznej, że teza o istnieniu Boga ma charakter konieczny i tym samym — zda­niem twórcy filozofii krytycznej — położony został kres tak licznym próbom rozumowego udowodnienia istnienia Boga. Wszystkie one bowiem skazane były na niepowodzenie, gdyż pojęcie Boga nie może stanowić ostatniego ogniwa w łańcuchu dedukcji, lecz jest konieczną przesłanką, aprioryczną zasadą, która warunkuje celowość świata, nadaje sens istocie ludzkiej i stanowi gwarancję, że dobre uczynki zostaną nagrodzone, a złe ukarane. Na zakończenie zatrzymam się jeszcze przy roli zmysłu wspól­nego (Gemeinsinn) w Kantowskiej teorii smaku. Smak (estetyczna władza sądzenia) oznacza tu zdolność oceniania tego, co piękne. Jak już wspomniano, sądy smaku opierają się jedynie na odczuciu — w przeciwieństwie do sądów poznawczych (logicznych), które operu­ją pojęciami.

Temu zdrowemu rozumowi ludzkiemu wystarczy, co praw­da, sama racja odwołująca się do celowości w przyrodzie, lecz — zdaniem Kanta — jest ona niekompletna, stanowi bowiem jedynie „hipotetyczne przedłużenie celowości przyrodniczej”. Racja ostatecz­na musi natomiast mieć cechę aprioryczności. Taka jest właśnie za­sada etyczno-teleologiczna: „Jeśli w ogóle ma istnieć jakiś cel osta­teczny, który rozum musi wskazać a priori — to celem tym nie może być nic innego, jak człowiek […]. Tylko o człowieku podlega­jącym prawom moralnym możemy, nie przekraczając granic naszego pojmowania, powiedzieć, że istnienie jego stanowi cel ostateczny świata” (s. 451). Warunkiem umożliwiającym założenie takiego celu — twierdzi Kant — jest przyjęcie idei Boga jako najwyższej podstawy w kró­lestwie celów, a jednocześnie najwyższego sędziego uczynków mo­ralnych.

Po tych uwagach terminologicznych wróćmy jeszcze do pospolite­go rozsądku w Kantowskiej krytyce teleologicznej władzy sądzenia. Głównym tematem rozważań tej kwestii jest zagadnienie celowości świata. Jeśli bowiem założyć — jak to czyni Kant — abstrakcyjną zasadę celowości, to rodzi się pytanie: czy sąd stwierdzający, że cel świata związany jest z człowiekiem, podpada pod tę zasadę? Odpo­wiedź znajdujemy w Krytyce władzy sądzenia: „Istnieje sąd, któ­rego odrzucić nie może najpospolitszy nawet rozsądek, kiedy zasta­nawia się nad istnieniem rzeczy w świecie i egzystencją samego świata, a mianowicie […], że bez człowieka cały stworzony świat byłby tylko pustynią, czymś nadaremnym i pozbawionym ostatecz­nego celu”.Celowość ta nie ma jednak charakteru fizycznego, jej racja ma bowiem aspekt moralny: „Także najpospolitszy sąd zdrowego ro­zumu ludzkiego zgadza się w zupełności z tym, że człowiek może tylko jako istota moralna być celem ostatecznym dzieła stworzenia” .

Stąd też — zdaniem Kanta — pochodzi często spotykany zwyczaj określania pospolitego rozsądku ludzkiego mianem Gemeinsinn (sensus communis). Przez sensus communis należałoby jednak rozu­mieć taką władzę sądzenia, która w swej refleksji uwzględnia a priori osąd innych ludzi i niejako konfrontuje swój sąd z całym rozumem ludzkim. Taki zmysł wspólny — powiada dalej Kant — pozwala uniknąć złudzeń wypływających z subiektywnych warun­ków indywidualnych, które to warunki mogłyby być uważane za obiektywne, co miałoby ujemny wpływ na wydawane sądy.Jednakże utożsamianie zmysłu wspólnego z pospolitym rozsąd­kiem jest — zdaniem Kanta — niewłaściwe. Na to pierwsze miano bardziej już zasługiwałaby estetyczna władza sądzenia, czyli smak. Ten bowiem działa — podobnie jak zmysł — bez pośrednictwa po­jęć. W związku z tym autorKrytyki władzy sądzenia uważa, że dla usunięcia wspomnianych .niejasności lepiej byłoby określić smak jakosensus communis aestheticus, zaś pospolity rozsądek ludzki — jakosensus communis logicus.

Brak ten wyraża się w niemoż­ności rozstrzygnięcia, czy dany przypadek podpada pod określoną zasadę ogólną. Ćwiczenie tej władzy rozpoznawania odbywa się po­przez przykłady i praktykę. Jeśli bowiem w odniesieniu do pozna­nia pojęciowego osłabiają trafność i dokładność rozumienia, jakie daje intelekt, to w tym przypadku zaostrzają one teleológiczną wła­dzę sądzenia. Należąc do wyższych zdolności poznawczych, władza sądzenia ma charakter refleksyjny. Jednakże — gdy zwraca się uwagę nie na refleksję, lecz tylko na jej rezultat — bywa ona również okre­ślana mianem zmysłu (Sinn). Stąd też biorą się takie pojęcia, jak „zmysł prawdy”, „zmysł przyzwoitości”, „zmysł sprawiedliwości” itd,. „chociaż wiemy — pisze Kant — a przynajmniej powinniśmy wiedzieć, że nie zmysł jest tym, w czym pojęcia te mogą mieć swą siedzibę i że w jeszcze mniejszym stopniu posiada on zdolność for­mułowania powszechnie ważnych zasad”.

Trafne używanie tej władzy jest — zdaniem Kanta — tak ko­nieczne i tak powszechnie wymagane, że „przez termin «zdrowy rozsądek» nie rozumie się nic innego, jak właśnie tę władzę” (s. 6). Jest ona zdolnością wrodzoną i daje się doskonalić, nie można nato­miast nabyć jej w toku edukacji. „Brak władzy rozpoznawania (Urteilskrajt) — czytamy w Krytyce czystego rozumu — jest wła­ściwie tym, co nazywamy głupotą, a tej ułomności nie można zara­dzić. Głowę tępą lub ograniczoną, której brak należytego stopnia rozsądku i własnych jego pojęć, można bardzo dobrze wyposażyć nauczoną wiedzą, nawet uczonością. Ponieważ jednak wtedy zazwy­czaj brak owej szczypty mądrości […], to nie jest niczym niezwyk­łym, że spotyka się bardzo uczonych ludzi, którzy w stosowaniu swej nauki często zdradzają ów brak niczym nie dający się napra­wić” .